Brody rządzą, albo detronizacja męskich pip...

...czyli mężczyzna powstaje z klęczek



Tak przynajmniej ogłosiły liczące się światowe pisma śledzące trendy w modzie.
W sumie woda na mój młyn, bo brodę noszę jeszcze od czasów liceum. I nagle, przypadkiem stałem się modny :)
Nie żal mi metroseksualistów. 


Widok nażelowanej, zniewieściałej pipy z ogórkami na oczach i chodem Angeliny Jollie, był policzkiem we wszystko co samcze. Zarost na facecie od początku dziejów ludzkości był jego sygnaturą. Ufam, że czas panowania  metroseksów zostanie potraktowany jako „wypadek przy pracy” i że wszyscy o tej plamie na honorze męskiego rodu zapomną.
Wracając do meritum.
Nowy trend został ochrzczony jako „Lumbersexual”, i ma oznaczać modę na faceta w stylu drwala. Raczej nie polskiego, bo ten jest bardziej "Gumofilc-sexual" jako że występuje w czapce uszance, kufajce i gumiakach.  Prawdopodobnie miano na myśli drwala kanadyjskiego.  

Z rudą brodą, flanelową koszulą w kratę,  silnego jak tur, żującego pszczoły, biorący kobietę od tyłu bez zdejmowania spodni, głośno bekającego po obiedzie i plującego testosteronem.
Takie miałem pierwsze skojarzenie, rozszyfrowując nazwę, choć zdaję sobie sprawę, że obraz jaki mi się pojawił był zbyt dosłowny. Kiedy obejrzałem stosowne zdjęcia będące ilustracją tego stylu, okazało się, że z drwala wzięto tylko brodę i koszulę w kratę. Sam testosteron ciężko jest sfotografować, bo hormony są malutkie...
W każdym razie coś jest na rzeczy, bo pomijając medialny szum dotyczący nowego, „kudłatego trendu”. od dłuższego czasu zauważam, że wiele znanych postaci ze świata rozrywki odłożyło maszynki do golenia głęboko do szuflady. Większości z nich wyszło to na dobre, mimo że  przedtem było w zasadzie doskonale. Cóż, przystojnemu we wszystkim ładnie :)

Jako długoletni nosiciel zarostu chciałbym na szybko podzielić się swoim doświadczeniem na polu  męskiego owłosienia, oraz pozwolę sobie na parę spostrzeżeń i rad.
Zanim do tego przystąpię, w sposób ekspresowy omówię podstawowe style zarostu, bo jest w czym wybierać. 
No to jedziemy...

"Apostoł" - bardzo wymagający typ. Najlepiej prezentuje się przy gęstym włosiu.Szampon i szczotka w ciągłym użyciu. Inaczej, nie bądźmy zdziwieni, kiedy z naszej imponującej brody zaczną wylatywać mole...


"Hipster" -  to samo co apostoł, plus pomada i dodatkowy czas na  modelowanie. Na warszawskim Placu Zbawiciela z pewnością wzbudzi podziw. Mi też się podoba, choć z powodu deficytu włosów na mojej głowie, dla mnie raczej nieosiągalny. Dla smakoszy...


"Nobliwy jeż" - mój typ. Policzkami można szlifować granitowe nagrobki. Niezwykle ostry, kłujący zarost, w dodatku wymaga codziennego trymowania, za to całość nie deformuje rysów twarzy. Wymaga raczej gęstego zarostu żeby nie wyglądać jak zaniedbana, biurowa opuncja. Partner z zarostem tego typu, jest idealny dla pań z inklinacjami do sado-maso... :)


"Docent" - broda zwana  często łopatką, a czasem "kaczym kuprem". Posiadanie jej nie zwalnia od używania maszynki do golenia. Jesteśmy brodaci, ale nie do końca...


"D'Artagnan" -  popularny wśród gwiazd Hollywood. W zasadzie to samo co "Docent", choć mniej wymagająca co do gęstości włosa. 




"Bosman" - tego nie rozumiem, ale wrzucam, bo występuje w przyrodzie. Podobno nie zna życia, kto nie służył w marynarce, a ja z zasady nie noszę marynarek...


I na koniec - "Minimalizm ekstremalny" - ten rodzaj zarostu, w rzeczywistości jest niepozornym  pierdem. Taki żart może wyhodować sobie każdy, ale musi mieć świadomość, że czesać tego raczej nie będzie. Ciemny włos pożądany, żeby był zauważony. Brodę mam, ale nie mam...


A teraz wracamy do meritum...

 Po pierwsze, jeśli decydujesz się zapuścić zarost, zapomnij o tym, że zaoszczędzisz czas na codziennym goleniu. Owszem, na samym początku, kiedy zaledwie „kiełkujesz”, tak. Kiedy broda zaczyna żyć własnym życiem, kończy się czas beztroski. Ty nią rządzisz. Ty trzymasz lejce.
Jeśli chcesz wyglądać schludnie a przecież chcesz, praktycznie codziennie będziesz ją strzygł, formował, czesał, no i oczywiście mył. Nie licz na to, że twoja kobieta namiętnie cię pocałuje, kiedy z wąsa zwisać ci będzie makaron z wczorajszej pomidorowej. 
Przy gęstym i szybko rosnącym zaroście, tygodniowa przerwa w pielęgnacji spowoduje, że zaczniesz przypominać żula, a potem Zeusa...


Broda i wąsy to taki żywopłot, który trzeba regularnie strzyc, zanim przypadkowi przechodnie z troską w oczach nie zaczną ci wkładać dwudziestogroszówek do dłoni. Brad Pitt jest dobrym przykładem, jak wygląda broda puszczona bez "smyczy"...


Po drugie, prawdą jest, że zarost dodaje facetowi spory procent męskości, ale może się okazać, że poruszamy się jak ciota, kolekcjonujemy pluszowe misie, a filiżankę trzymamy z dumnie uniesionym małym paluszkiem, trzepocąc przy tym filuternie rzęsami. Wtedy nawet z zarostem będziesz tylko pipą z zarostem. Pisząc to, przed oczami mam Nathana Lane'a z „Klatki dla ptaków” ale z brodą…


Po trzecie, jeśli matka natura w swej niełaskawości, albo dla żartu poskąpiła ci gęstego włosia, po prostu daj sobie spokój z zapuszczaniem brody.


Taka przypomina rozsypany szczypior i jest jak transparent z napisem – „Mam niedobór testosteronu”. Kirk Hammett z brwiami pod nosem i dziwnym pierdem pod brodą tego nie wie, ale wybaczam, bo świetnie gra na gitarze.


Po czwarte, skoro zdecydowałeś się zapuścić brodę, zastanów się najpierw, jaki styl będzie współpracował z twoją twarzą-nosicielką. Jeśli masz twarz okrągłą i wyhodujesz sobie brodę typu rozczochrany Wiking, albo poranny Hagrid. Będziesz bardziej okrągły niż w jesteś, a z czasem wręcz elipsoidalny...


…natomiast przy twarzy chudej i mocno pociągłej, zapuszczenie brody typu Brad Pitt spowoduje, że będziesz wyglądał jak koza. Chcesz wyglądać jak koza?


Noszenie brody ma także swoje plusy. I to niemało...
  •  Komary mają mocno utrudniony dostęp do całej twarzy, dlatego latem na Mazurach kontrolujemy jedynie jej górną połowę...
  •  Jeśli jesteś łysy, mając brodę będziesz tylko w połowie łysy 
  •  Nosząc brodę, od nosa w dół możesz pozwolić sobie na pryszcze i wągry, których i tak nikt nie zobaczy.
  •  Problem tak zwanego „podwójnego podbródka” ciebie nie dotyczy.
  • Kiedy używasz wód toaletowych, trwają na tobie dłużej, niż na twoich „gołych” kolegach.
  •  Dzięki brodzie jesteś bardziej męski niż bez.
  •  Odpowiednio dobrany zarost skoryguje kształt twojej twarzy, bez konieczności korzystania z usług chirurga plastycznego.
  •  Broda to nie tatuaż. Kiedy nam się znudzi, zawsze możemy się jej w bezbolesny i błyskawiczny sposób pozbyć. Proces ten jest odwracalny, choć golenie zarostu trwa znacznie krócej, niż ponowne jego zapuszczanie.
  • Wiele kobiet lubi "szorstkich" facetów... :)


Podsumowując, noszenie zarostu ma więcej plusów niż minusów. Wbrew opiniom wygłaszanym głównie przez tych, którym natura poskąpiła zarostu, zadbana broda nie wyjdzie z mody, szczególnie w Afganistanie. Talibowie bardzo o to dbają. A jeśli dodam fakt, że sam Jezus Chrystus ją nosił ponad  dwa tysiące lat temu, ciężko będzie.walczyć z brodaczami...

Aha. I jeszcze jedna uwaga...


11 komentarzy:

  1. cyt ,, "Nobliwy jeż" - mój typ. Partner z zarostem tego typu, jest idealny dla pań z inklinacjami do sado-maso... :) "
    I to jest info warte zanotowania... :p

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja jestem typem hipstera w trakcie zapuszczani włosów i brody. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No to czekam na fotki, kiedy będą już finalnie zapuszczone :)

    OdpowiedzUsuń
  4. a ja bym chciala miec brode....niestety nie moge a tak mi sie podobaja ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ahahahaha, te modne pipy to niby Ci plujący testosteronem? Broda obecnie to w większości przypadków po prostu kolejna pipa podążająca za trendami. A w najlepszym wypadku aseksualny "intelektualista". Tacy jak Ty - mający brodę niezależnie od trendów to rzadkość. Zapomniałeś dodać typ "hamerykański crossfitter", oczywiście w matriksach.

    OdpowiedzUsuń
  6. No i Ci co pozapuszczali te brody zapomnieli niestety o wyrzuceniu subtelnych tenisóweczek na białej podeszwie i wąskodupnych dżinsowych spodenek do kolan w rozmiarze xs.

    OdpowiedzUsuń
  7. W pewnym momencie zapuszczania brody miałem problem ze swędzeniem skóry, a później jej wysuszeniem. Wiadomo ciężko jest nawilżyć twarz pod stosem bujnych włosów. Ciekawym kosmetykiem okazał się tonik do brody, skóra została nawilżona dzięki sposobowi aplikacji, a broda pachnąca i świeża. Później kiedy ponownie zapuszczałem brodę użyłem tego na swędzenie skóry i również pomogło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie miałem tego typu problemów, ale na wszelki wypadek używam kremów pod prysznic zamiast tradycyjnych żeli i wygląda na to że to działa. Zero swędzenia i wysuszania skóry na brodzie.

      Usuń
  8. Teraz broda nie jest niczym nadzwyczajnym, co wyróżnia bo co drugi facet ją nosi ;/

    OdpowiedzUsuń

Żeby Polska była Polską, czyli mój urlop w Kraju...

Wygłodniały Ojczyzny nie wyobrażam sobie innego miejsca na urlop niż Polskę, a prażenie się na piasku pod palmami uważam za jedno z naj...

Najchętniej czytane