Letnie zapachy dla panów, czyli jak przetrwać upały i nie śmierdzieć…

Tak się ostatnio szczęśliwie składa, że w wyniku zmian klimatycznych letnie temperatury w Polsce przypominają afrykańskie. Z prognoz wynika  że i w tym roku będzie upalnie. 
Rodzi się pytanie – czy przy temperaturach przekraczających trzydzieści stopni jest sens używania perfum? Jest, ale wybór odpowiedniego zapachu nie będzie łatwy.
Przy takich temperaturach bardzo łatwo udusić siebie i innych. Szczególnie w zamkniętych pomieszczeniach, a przecież nie po to używamy perfum żeby czuć się jak worek z brudnymi onucami wrzuconymi do sauny. 


Nie używamy ich też po to, żeby zabić zapach potu. Perfumy mają nas orzeźwić, pomimo żaru lejącego się z nieba dodać lekkości i sprawić że poczujemy się bardziej czyści,   niż jesteśmy w rzeczywistości. No to do dzieła…

Na podstawie wieloletnich doświadczeń doszedłem do wniosku, że na upały, zaduch i zmęczenie najlepszym orzeźwieniem są perfumy zawierające przede wszystkim cytrusy ze szczególnym uwzględnieniem cytryny.


  Moje sprawdzone typy to:

Lalique - Lalique White – Już od samego patrzenia na uroczy biały flakon czuję jakbym włączył wentylator.

Po pierwszym psiku uderzy nas woń lekko „apteczna”, ale nie zrażajmy się, bo White bardzo szybko wskakuje na cytrynowe tory i niesamowicie relaksuje. Jest lekki, czysty, jak wyprana i wysuszona na sznurze biała, lniana koszula.

Issey Miyake -  L'Eau d'Issey Pour Homme – Ostrzegam, pierwszy akord może odrzucić. To zapach świeżo zbombardowanej hurtowni leków. Jeśli przetrwacie ten atak, do końca dnia będziecie rozkoszować się cudownym zielono cytrynowym orzeźwieniem.

 Najlepsze w tym zapachu jest to, że im dłużej trwa, tym lepiej pachnie. Dodatkowym atutem L’Eau d’Issey jest to, że kobiety bardzo lubią wąchać go na facecie.

Lanvin - L`Homme Sport - Spryskany tą wodą czuję się lżejszy o kilka kilogramów, czysty i rześki, jak świeżo wyjęty z pralki. Generalnie czuję się dziwnie młodo i czysto, a kobiety lubią mężczyzn którzy przynajmniej sprawiają wrażenie czystych. 


Bardzo przyjemnie podana lawenda,  która nie wali starym dziadem, za to dodaje trwałości i czyni ten zapach świetnym wyborem na upalne dni.  Bardzo dobra woda która z pewnością nie zrujnuje waszych kieszeni a sprawdzi się nie tylko w lecie...

Lanvin - Eclat d'Arpege Pour Homme – kolejny dobry zapach  niedocenianej w Polsce marki.
Męski, choć czuć w nim kwiaty, ale nie na tyle żeby geje musieli puszczać do was oko.
W początkowej fazie czuć kremową limonkę która dość szybko wyparowuje, a w jej miejsce wskakuje delikatne piżmo, które w połączeniu z delikatnymi kwiatami, i nutami drzewnymi trwa na mnie do ostatniego śmiertelnego akordu, czyli wieczornego prysznica. 


Eclat doskonale sprawdzi się nie tylko w upałach, ale mam wrażenie że wyższe temperatury wzmagają jego trwałość. Jest lekki, ale aromatyczny, a przy tym uwodzicielski. Przy tym niedrogi. Moje odkrycie ubiegłego roku.

Sean John - I Am King – Nazwa kretyńska, ale sama woda to prawdziwa bomba cytrusowa dla ekstremistów. Chyba żaden zapach nie daje takiego orzeźwienia jak ten. Grejpfruty z pomarańczami i mandarynkami nie mogą pachnieć źle w wysokich temperaturach. 


Oprócz przyjemnej orzeźwiającej aury, I Am King nastraja optymistycznie, dlatego jest to dobra propozycja dla frustratów . Radzę spróbować przed zakupem, bo cytrusowa jazda może być dla niektórych zbyt hardkorowa.

Calvin Klein – CK One - Niesłusznie zapomniany unisexowy klasyk który mimo kilkunastu lat bytności na rynku wcale nie stracił uroku.
CK One nie jest rewolucją, a jednak wyróżnia się na tle współczesnych świeżych wód. Ma charakter, wprowadza przyjemną czystość i świeżość, a domieszka kwiatów i ziół dodają mu lekkości. 


Być może niektórym kwiaty wydadzą się niemęskie, ale ja bardzo lubię ten "gejowski" akcencik, bo czyni tę wodę jeszcze bardziej „uśmiechniętą”…

Calvin Klein – CK2 – Niedawne odkrycie.  Kiedy testowałem go w styczniu tego roku, w środku zimy poczułem zapach gorącego piasku na plaży w San Escobar. Morskiej bryzy, rozgrzanych tropikalnym słońcem kamieni i słonej wody która obmywa brzeg tej malowniczej, egzotycznej wyspy.
A mówiąc poważniej, CK2 przywołuje takie obrazy. Jest lekki a jednocześnie "charakterny". Mnóstwo w nim pozytywnych skojarzeń z latem i wakacjami, dlatego z radością często po niego sięgam. 


To nie jest zapach "dla mężczyzny który nie musi sobie niczego udowadniać", a tym bardziej nie jest to "zapach dla faceta któremu żadna się nie oprze".
To jest po prostu Bardzo Przyjemny i Komfortowy Zapach...

Na koniec bardziej eleganckie pewniaki ze stajni Chanel, czyli - 

Chanel - Allure Homme Sport – lekkość, elegancja, seksapil i trwałość z jednym, a wszystko to za niemałe pieniądze. W końcu to Chanel…


Chanel – Allure Homme Edition Blanche  - to samo jak powyżej, ale w aurze kremowej sycylijskiej cytryny, która nie opuści was aż do zachodu słońca…


To w zasadzie tyle na dziś. Wiem że mógłbym dodać jeszcze wiele innych perfum które zasługują na miano dobrych letnich jak choćby, Azzaro Chrome, czy Dior Homme Sport, ale o Chrome już pisałem, natomiast Dior Homme Sport mam w pierwszej wersji z roku 2008, której raczej nigdzie nie kupicie, a jeśli trafi się na Ebay czy Allegro, to pewnie w cenie 600 złotych za flakon.
Wszystkie wymienione propozycje to oczywiście moje typy i wielu z was może mieć odmienne zdanie na ich temat.  Póki co, schowajcie swoje 1 Milliony, Fahrenheity czy Kourosy na dno głębokiej szuflady i cieszcie się każdym dniem lata które ma to do siebie że zawsze jest za krótkie.
Życzę miłego wypoczynku…


Pitbull, czyli czy czy jest na sali laryngolog?


- Wie pan? Dziwny polski film wczoraj widziałem…
- Ja myślałem że pan już nie chodzi na polskie filmy. Sam pan mówił że w filmie polskim, proszę to jest tak: nuda... Nic się nie dzieje, że dialogi niedobre... Nawet że bardzo niedobre dialogi są. I że w ogóle brak akcji jest. Nic się nie dzieje.


Tym razem nie mogę powiedzieć żeby dialogi były niedobre, bo ich zwyczajnie nie słyszałem. Bo widzisz pan, niby aktorzy zawodowi i po szkołach, niby technika też poszła naprzód i sprzęt do nagrywania dialogów znacznie lepszy, a ja wie pan co? Tylko słowo „kurwa” słyszałem wyraźnie. Nie wiem dlaczego, ale to słowo słyszę w polskich filmach najczęściej, obok wyrażenia "ja pierd"...


Wiesz pan, stoi taki jeden niby policjant z taką szczotką na głowie, patrzy w podłogę i coś mruczy. Na przykład - awzzzbrrryy...kurwa. Obok stoi Ostaszewska, patrzy na stół i też mówi - apszszzzzyyssss ja pierdolę. Ciągle tak mamrocą, a dźwiękowiec wszystko nagrywa chyba telefonem. W takich warunkach to ja nawet z ruchu warg nie mogę niczego odczytać. Normalnie to jak oglądam polskie filmy to zawsze z napisami dla głuchych, a do tego filmu nie było napisów. Za świeży chyba…


- Aha… A akcji też nie było?
- Akcja jakaś tam była, ale bez sensu. Bo wie pan, jest taki naćpany gościu z oczami jak zając z chorymi zatokami i on wiesz pan, uwziął się na policjanta ze szczotką za to że ten mu kropnął kolegę, więc postanowił go sprzątnąć.



Policjant ze szczotką zorientował się że gościu chce go sprzątnąć, więc przez większość filmu siedział w domu u Ostaszewskiej. Kąpał się w wannie pożyczonej od króla disco polo, przymierzał gacie, a na koniec zapłodnił Ostaszewską…


W tym czasie jego potencjalny zabójca wiedząc że policja depcze mu po piętach, dla niepoznaki jeździ po Warszawie najdroższym modelem Rolls Royce’a od czasu do czasu zmieniając go na wóz strażacki. Czasem dla większej niepoznaki włączał nawet koguty na dachu, ale tylko wtedy kiedy pukał policjantkę…
- On ją pukał też dla niepoznaki? Skubany…


- Nieee… Chyba tylko z przyjemności. Kogo miał pukać, jak jego kobita w tym czasie garowała?
- Aha...
- W ogóle to dziwny ten film. Taki niby Tarantino ale z Albanii. W sumie to się trochę pogubiłem bo wątki mnożyły się jak króliki. W pewnym momencie pojawił się zwalisty Człowiek Hemoroid który zakochał się w takiej babie której operację plastyczną przeprowadzał pijany weterynarz spod Doniecka.


- Jaki hemoroid?
- No gościu taki napakowany z dziwnymi bateriami na czaszce. Od samego patrzenia bolał mnie kark.



- A te tytułowe kobiety to naprawdę okazały się niebezpieczne?
- W sumie tak, bo wyobraź pan sobie że Ojca Mateusza tak sponiewierały, że ten potem aż zesrał się w gacie…



- Ale chamstwo…
- No właśnie. Ale w tych okrutnych czasach policja musi być równie bezwzględna co przestępcy. Wtedy jest skuteczna.
- Ale to tylko w filmach. Mojemu szwagrowi jak ukradziono rower to poszedł na policję żeby zgłosić, a oni mu powiedzieli że nie ma sensu niczego zgłaszać bo i tak rower się raczej nie znajdzie.


- A widzisz pan? Mi kiedyś włamano się do piwnicy i wychlano wszystkie kompoty co mi je mamusia zrobiła. I też zgłosiłem to na policję i też kazano mi głowy duperelami nie zawracać bo mają ważniejsze sprawy na głowie.


- Pitbulle jeb…
- Znaczy kolejny polski film fantasy o polskiej policji. I co? Wyszedł pan z kina?
- Tradycyjnie…
- Myśli pan że trafi pan w końcu na jakiś polski film który obejrzy pan do końca?
- Myślę że wtedy kiedy utyję i zakleszczę się w fotelu.
- Aha…


Wpadłem na chwilę złożyć Wam życzenia...


Składanie życzeń to dla mnie trudne wyzwanie. Co roku te same banały o szczęściu, zdrowiu i takie tam. Wszyscy doskonale wiemy że co ma być to i tak będzie. Prawda jest taka, że życie to kawał chama który serwuje i mnoży głównie przeszkody zamiast ciastek z kremem, a kiedy się przewracamy, stoi z boku i się z nas śmieje.
Na szczęście mamy Boże Narodzenie które działa jak narkotyk zwany powszechnie jako "Magia Świąt". Wywołuje on euforię, przywołuje obrazy z czasów beztroskiego dzieciństwa kiedy wszystko było kolorowe, świecące, brzęczące i pachnące, dodając tym samym sił, wiary w lepsze jutro i przykrywając problemy. 


Teraz wiecie jak wyglądają życzenia zgorzkniałego pryka który jako dziecko chciał zostać kosmonautą a skończył w poligrafii. 

Czas na finał:
Wszystkim bliskim osobom, mniej bliskim a nawet dalszym ale przyjaźnie nastawionym, życzę przede wszystkim zdrowia i szczęścia. To czysta loteria, dlatego oba czynniki zestawiłem obok siebie. Oprócz tego życzę dużo uśmiechu, miłości, radości i żebyście przez te parę dni zapomnieli o troskach dnia codziennego, bo wszak czas mamy teraz niecodzienny. Dlatego nie myślcie o zaległych ratach za samochód, tylko jaracie się Kevinem na Polsacie i opychajcie karpiem.
Wesołych Świąt zatem...


O tym jak obejrzałem "Wiadomości" i o tym że raczej nieprędko wrócę do Polski...


Od kilku dni śledzę pisowskie „Wiadomości” i… 


Ludzie nie kłamali mówiąc że nie ma już polskiej telewizji. Zamiast niej mamy propagandową partyjną tubę Jarosława. Wiadomo, kto ma władzę ten trzęsie wszystkim. Mediami też, ale na Boga! Czy wśród tej całej pisowskiej zgrai kretynów naprawdę nie ma nikogo, kto ma choć śladowe oznaki obecności mózgu?
Taką propagandę jaką uprawia PiS robiło się w czasach stalinowskich, ale wtedy prało się mózgi głównie analfabetom których mózgi miały niewiele do roboty. Zajmowały się głównie sterowaniem źrenic żeby prawidłowo reagowały na światło, i od czasu do czasu przypominały że zbliża się kupa i że trzeba zacisnąć zwieracze żeby nie nasrać do gumofilców…
Tyle że czasy się zmieniły, mózgi znacznie się rozrosły, więc trudno się nie wnerwić oglądając niezdarne wysiłki pisowskich propagandzistów usiłujących wmówić nam że bez PiS i Jarosława jako naród przestaniemy istnieć. Ostatni raz podobnie robione „Wiadomości” oglądałem w stanie wojennym, i nie sądziłem że jeszcze kiedyś przyjdzie mi oglądać podobną sieczkę propagandową. 


Schemat jest ten sam. Przekazujemy dobre wiadomości, pokazujemy Szydło (zawsze uśmiechniętą lub zatroskaną ludzkimi problemami), jeśli przekazujemy bardzo dobre i bardzo ważne wiadomości pokazujemy Jarosława (wybieramy zawsze ujęcia Jarosława pogodnego i pewnego siebie), a pomiędzy nimi wrzucamy wyrwane z kontekstu krytyczne wypowiedzi skompromitowanego polityka PO lub innej opozycyjnej partii (zawsze wściekłego, najlepiej rozczochranego i spoconego).
W ten sposób elektorat PiS ma pewność że wybrał dobrze. Bo elektorat PiS składa się głównie z ludzi prostych i lubi proste przekazy, bo tylko takie do niego trafiają. 


Ostatnio na topie „Wiadomości” króluje nagonka na prezydentową Warszawy. PiS dwoi się i troi żeby prostym ludziom powiedzieć że to aferzystka która okradała biednych ludzi z mieszkań. Tak naprawdę chodzi o zdobycie ostatniego bastionu PiS czyli stolicy, ale motłoch w ciemno łyka te manipulacje jak pelikan.  Kaczyński wie że warszawiakom nie da się wyprać mózgów tak łatwo jak ludziom z Podlasia, dlatego stosuje metodę stalinistów – dajcie mi człowieka a znajdę na niego paragraf. Zaślepiony władzą absolutną zrobi wszystko żeby była do końca absolutna, bo cel uświęca środki. Jarosław uprawia makiawelizm pełną gębą a Natura wyszła mu naprzeciw i wyposażyła go w nawet w odpowiednią gębę…


Tyle pisałem na moim blogu o tym że chcę wracać do Polski, że mimo dostatniego bytu na emigracji serce zwycięża nad rozumem, ale od paru miesięcy serce się skurczyło. Jakby chciało mnie przeprosić za swoją nachalność i powiedzieć, żebym się nim zbytnio nie przejmował, bo serce widzi co się dzieje w Polsce, że mogę się mocno rozczarować tym widokiem.
Mózg natomiast stał się arogancki i bezczelny. Pokazuje mi to, czego nie widziałem albo nie chciałem widzieć. Pokazał mi Polskę w której rządzą buraki i Polskę w której buraki czują się dobrze. A to wszystko za 500 złotych…
Polskę śmieszną, której rząd zamiast skupić się na reformowaniu ważnych problemów typu emerytury, czy służba zdrowia, zajmuje się kolejnym rozkopywaniem zwłok wypadku lotniczego i stawianiem pomników tym którzy w nim zginęli, oraz pier... brzozą...



Dawno temu pisałem na blogu o tym co spotka Polskę rządzoną przez PiS. Pisałem to w tonie żartobliwym, ale życie przerosło kabaret.  Robi się z mojej Ojczyzny państwo wyznaniowe, choć nie od dziś wiadomo że mieszanie religii z polityką to wyjątkowo obrzydliwa mieszanka.
Człowiek który powinien być pacjentem szpitala psychiatrycznego został szefem MON, do współpracy zaprasza dzieci i drażni się z Rosją. Być może w końcu doprowadzi nas do wojny polsko-ruskiej wierząc że będzie jak w roku 1920 i ją pokonamy.


Systematycznie psujemy sobie stosunki polityczne z kim popadnie (ostatnio z Francją z powodu śmigłowców),  bo przecież Polska jest Chrystusem Narodów i nikt nam nie podskoczy ani nie będzie mówił jak mamy żyć. 


Zauważyłem też, że wiele działań rządu skupia się na tym, jak udupić Tuska, i główkuje jak wsadzić go za kratki. Póki co, jak dotąd Tusk jest dla nich nieosiągalny, także pod względem intelektualnym. Ale Jarosław robi co w jego mocy żeby swojego odwiecznego wroga wbić w glebę. Ciemniejszej stronie swojego elektoratu już wmówił że Tusk okradał Polskę i z pieniędzmi uciekł do Brukseli, a ostatnio ku zdziwieniu zagranicznych mediów nasz rząd oświadczył że  nie poprze wyboru Donalda Tuska na drugą kadencję w Radzie Europejskiej. Wszystko po to, żeby Tusk z braku pracy mógł wrócić do Polski i skończyć w wilgotnej ciemnej celi…


Zagraniczne media nie wiedzą, bo skąd mają wiedzieć, że Polak Polakowi prędzej bezinteresownie nóż mu w plecy wbije niż pomoże.  Na naszym sztandarze oprócz słów „Bóg, honor i Ojczyzna” powinno znaleźć się  jeszcze miejsce na „Zawiść”.
Innym fascynującym zjawiskiem jest to, że doczekaliśmy się kultu jednostki, bo na czele WSZYSTKIEGO mamy kurdupla którego wszyscy się boją, nie wyłączając prezydenta RP i premiera. Bez problemu zrobił z brata świętego, pochował go na Wawelu, i wcale mnie nie zdziwi jak jakieś miasto zmieni nazwę na Lechowo...




 Cały czas się zastanawiam, czy on ma taką charyzmę, czy po prostu jako jedyny z PiS posiada mózg, i mam wrażenie że gdyby Jarosław zszedł był z tego świata, PiS zwyczajnie się rozleci jak stare gacie po silnym pierdnięciu.
Mam chyba wystarczająco dużo powodów żeby powrót do Kraju odłożyć do czasu kiedy pełny skład obecnego rządu stanie przed sądem. Wtedy wrócę i stanę w szeregu z wszystkimi którzy ramię w ramię będą wyciągać Polskę ze zgliszczy i ciemnoty.
A na koniec dla rozluźnienia zapraszam na krótki film o Prawdziwym Polaku z Tłuszcza który obroni nas przed islamskim terroryzmem. 
Oglądając to, czuję że mamy więcej powodów do wstydu niż z powodu klaskania w samolocie czy noszenia skarpet do sandałów...



Jesteś "wzwycięzcom", czyli memy dzięki którym wyjdziesz na kretyna…



Jesteś w wirtualnej społeczności. Tu będziesz wirtualnie edukowany, a nawet molestowany. Przeważnie przez wizjonerów, współczesnych proroków i domorosłych myślicieli z Sosnowca. 
Twoich life-coach'ów. Ta interesująca grupa ludzi, będzie usiłowała Ci wmówić że nie chcesz być tym kim jesteś, tu gdzie jesteś, z kim jesteś, i że człowiek sukcesu jada na mieście…
Dzięki nim dowiadujemy się jak żyć.
Bzdury te cieszą się ogromną popularnością i wręcz ociekają „lajkami”. Prawdy objawione zawsze będą miały powodzenie, bo wrzucenie mema z życiowym, ponadczasowym mottem bądź zalakowanie go, mówi światu że mądrości życiowe nie są ci obce, a IQ masz ponadprzeciętne. Nawet wtedy, kiedy masz na imię Dżesika lub Brajan… 

A to moja top lista:


Chyba najczęściej wrzucana "Złota myśl". Kiedy wrzucasz to na tablicę, z pewnością zrobisz wrażenie na znajomych. Od teraz będą cię postrzegali jak niezłomnego gladiatora, i wielu zapomni że jesteś niedowidzącym anorektykiem który przewraca się na ulicy na pudełkach po papierosach, że walczysz głównie z trądzikiem, masz zapadniętą klatkę piersiową, a największą twoją pasją są chińskie filmy kung-fu i pornosy z udziałem transseksualistów...


Taaak... Kobitki zdecydowanie to lubią. Nawet te które pasjami oglądają "Klan" gdzieś w środku odczuwają potrzebę posiadania łobuza. Zwłaszcza takiego, który bez zbędnych ceregieli zerwie z nich majtki, brutalnie wycałuje i spenetruje tak, że z maślanymi oczami będziesz chodzić na czworaka do łazienki.
Niestety, łobuzem który kocha najbardziej, zazwyczaj okazuje się Seba któremu jedzie z paszczy jak koniowi z odbytu, ma dwa zęby i to gdzieś z tyłu, jest po paru wyrokach, i  poszukują go listem gończym. Czasem dla odstresowania Seba lubi głośno beknąć po sutym obiedzie, dla zdrowotności psychicznej głośno pierdnąć, przywalić w twarz, topi stresy w piwie "Perła" i jest na bakier z higieną. Życie często bardzo brutalnie koryguje nasze marzenia...


To hasło widziałbym w każdej celi śmierci w ramach terapii wyciszającej emocje.
Niestety, jak wykazują statystyki, "CO" zazwyczaj zabija. Cmentarze pękają w szwach od tych którzy myśleli że "CO" ich wzmocni. Do wzmacniania ludzie wymyślili sobie witaminy i alkohol...


Głębokie jak cytaty  Paulo Coelho. Jeśli włożono go w usta niejakiego Grubsona, to tylko po to, żeby przekazać, że łyse ziomy z blokowiska też sfuj rozóm majom.
Swoją drogą cytat raczej mało przydatny bo nie mówi nam o tym jak żyć, ale wypowiadany na melanżu narąbanym niuniom do ucha, robi z nas filozofa i znawcę życia...


"Myśl pozytywnie". Wybierz się kiedyś do hospicjum i powiedz to komuś kto pół życia spędził na bolesnych zabiegach i operacjach, a dostaniesz z bańki i twój entuzjazm troszkę oklapnie...


Przykład destrukcyjnej złotej myśli która mówi nam czego na pewno nie zrobisz.
Mimo to fajnie wygląda na tablicy, bo zdejmuje z nas odium pustaka i podkreśla jak wiele wiemy o życiu...


To zdecydowanie bardzo mądre, głębokie i pouczające zarazem. Coś w rodzaju "lepiej być bogatym i zdrowym niż biednym i chorym". A dla autora Nagroda Pulitzera za przełom w filozofii i medycynie...





Zestaw obowiązkowy dla pryszczatych i otyłych pasztetów które czują się niekochane i samotne. Zdjęcia zgrabnych lasek mają podkreślać że "to prawie ja"...


No i wreszcie nieśmiertelne "Bądź sobą". Krótko i na temat. Mnie ta myśl nie dotyczy, bo w ciągu swojego życia chciałem być Jankiem z "Czterech pancernych", Hansem Klossem, dziewięcioletnim facetem Poli Raksy i Robertem Redfordem. Ale może komuś się to przyda. Zdecydowanie nie nadaje się dla cierpiących na schizofrenię. Oni mają własne sposoby na bycie sobą, nawet w wielu postaciach..

I na koniec coś dla pokrzepienia serc i ducha. Dla tych którzy pracują na kasie w "Biedronce", mają pięcioro dzieci, długi w Providencie, męża alkoholika, kilku komorników na głowie i chroniczne zatwardzenie...
Dziękuję za poświęcony mi czas i uwagę...




Letnie zapachy dla panów, czyli jak przetrwać upały i nie śmierdzieć…

Tak się ostatnio szczęśliwie składa, że w wyniku zmian klimatycznych letnie temperatury w Polsce przypominają afrykańskie. Z prognoz ...

Najchętniej czytane