Tymczasem w pewnej kawiarni... (podsłuchane) wersja ćwiczebna...


- Bardzo proszę! Niech pani siada. Mam wrażenie, że los nieprzypadkowo wybrał to miejsce właśnie przy moim stoliku. Wierzy pani w przeznaczenie?


- Dziękuję panu bardzo. Los wybrał jednak przypadkowo. To było jedyne wolne miejsce w tej kawiarni. I nie nie wierzę w przeznaczenie. Raczej w przypadki. Proszę się nie obrażać i jeszcze raz dziękuję za miejsce.  Ale ja sie tu przyszłam napić, meile przejrzeć.  Nie bardzo mam nastrój na ezoteryczne rozważania.  To jak? Przysiądę się, nie będę przeszkadzać.


 - Pani? Przeszkadzać? No wie pani? Czuję się zaszczycony pani obecnością. Ja jednak wierzę w przeznaczenie. Przecież na pani miejscu mógłby teraz siedzieć jakiś pustak ze wsi. A pani jest prawdziwą damą. Meile przejrzeć... No i to słownictwo, ezoteryczne... O urodzie już nie wspomnę, bo jeszcze się na tyle nie znamy... A swoją drogą, mam kuzyna pod Łomżą, i on też potrafi sprawdzać meile. To musi być wyczerpujące zajęcie. Czyż nie?

- Pan coś mówił.. nie jestem pewna, ale chyba do mnie. Zechce pan powtórzyć?


- Mówiłem że mam kuzyna pod Łomżą...

- Kuzyna.... to bardzo ładnie z pana strony.

- Cóż... Tak się złożyło. Ogólnie jestem miłym i lubianym człowiekiem. A wie pani? Mają tu bardzo tanią kawę. Pozwoli pani że jej zaproponuję?


- Widzi pan.... ja nie pijam kawy... taniej....

- Mogę kupić pani dwie i wtedy wyjdzie drożej... Przepraszam że przeszkadzam, a co pani robi w święta? Bo ja na przykład spędzam je sam. Tak się złożyło...

- Też nie bardzo.... herbatkę raczej. z koniaczkiem. ale naprawdę proszę się nie kłopotać. ja mam pieniądze. Święta? Święta z mężem. W Aspen.

- To pani ma męża? No kto by pomyślał... Taka młoda i już ma męża...

- Mam, proszę pana. Ja przepraszam, ale naprawdę muszę te maile. Kelner? Herbatę i koniak poproszę.

- Ale wie pani, że nic nie trwa wiecznie... Dzisiaj go pani ma, a jutro kto wie, co może się zdarzyć. Powiadają że najpiękniejsze miłości czekają za rogiem... Miałem kiedyś żonę. Stare dzieje... Wszystko układało się perfekcyjnie, do czasu kiedy nie zacząłem łysieć... Ale proszę sobie nie przeszkadzać. A wie pani? Też kiedyś piłem koniak...A to Aspen to daleko od Łomży?

- To mój czwarty mąż,  więc wiem, że nic nie trwa wiecznie. Aspen jest niedaleko Łomży.  Właściwie to nawet blisko.  Zależy czym jechać. Mój obecny mąż też jest łysy. Nawet to lubię.

- No proszę... Czyli jak to mówią, każda potwora znajdzie swego amatora... Cóż, ja nie miałem takiego szczęścia... Nie chce pani pączka od czarującego nieznajomego tajemniczego mężczyzny?

- Znaczy od kogo?


- No ode mnie..

- O! Herbatka..... i koniaczek. Widzi Pan, jak piję,  to nie zagryzam.

- No trudno. A wracając do rozmowy, mówiła pani, że nie wierzy w przeznaczenie. Ja też tak myślałem, dopóki nie zacząłem przeznaczać drobnych kwot na alkohol. I wie pani co? To szalenie przyjemne uczucie...

- To może koniaku?

- Gdzieżbym śmiał. Od pewnego czasu stałem się abstynentem. Pomyślałem że zostanę pisarzem. Nic wielkiego, ale czasem rozpiera mnie wyobraźnia i muszę przelać to na papier. Zresztą, poproszę... Ale tylko lampkę jeśli można. Mam nadzieję, że nie przeszkadza pani, że jestem pisarzem?


- Pisarzem? Pomyślał pan i nim został? I dlatego przesiaduje pan po knajpach i podrywa starsze, bogate kobiety? To w ramach tej rozpierającej wyobraźni? Kelner! Koniak dla pana!

- Wiem że brzmi to dla pani pretensjonalnie...

- Szczerze? No bardzo. bo ja nawet nie wiem, czy pan jest pisarzem, czy pan CHCE być pisarzem. Na zdrowie!

- Podrywam? Nie... Po prostu lubię kontakt z ludźmi.... Ułatwia mi to pisanie i twórczo zapładnia.
Tak, jestem pisarzem, ale wolę o tym nie mówić. Wie pani jacy ludzie potrafią być podli i zawistni... Na zdrowie...


- Kelner! Jeszcze jeden. Dla pana i dla mnie I dlatego, że lubi pan mieć kontakt z ludźmi obsypuje mnie pan tanimi (proszę się ze mną zgodzić) komplementami?

- Oj tam tanimi od razu.. Po prostu obserwuję panią i próbuję wyczytać pani życie z pani oczu... My ludzie kultury patrzymy na ludzi inaczej niż proktolodzy... Wydaje mi się, że jest pani niespełniona i troszkę nieszczęśliwa...

- Sugeruje pan, że ludzie dzielą się na tych, którzy zaglądają w oczy i excuse le mot - w dupę?

- Po co aż takie mocne słowa i to z tak pięknych ust? Widzę, że zna pani francuski.. Ech... 
Przypomniała mi pani piękne, czasy. Bywało się w Paryżu, oj bywało... Te wystawne przyjęcia, kabarety, nieprzespane noce, to szalone życie bon vivanta... Stare dzieje...


- I widzi pan w moich oczach niespełnienie..... nieszczęście.... to takie banalne.... Każdą kobietę próbujecie rozpuścić gadką o niespełnieniu i nieszczęściu. To pana zdaniem takie.... takie literackie?

- Skądże znowu. Zabiegane nie dostrzegacie dziecka które w każdym z was drzemie. Ja je dostrzegam. Udaje pani silną kobietę a ja widzę przestraszonego wróbelka na deszczu... To moje widzenie jest takie bardziej literackie...Można jeszcze troszkę koniaku?

- Kelner! Podwójny dla pana! Aha.... i pan chce porobić za ciepły, bezpieczny karmnik..... pan wybaczy, ale mój mąż, Tadeusz jest o niebo od pana lepszy w tym.... karmnikowaniu... pan wie ilu takich "literatów" próbowało mnie naciągnąć i zaciągnąć wmawiając mi, że jestem "wróbelkiem na deszczu", choć nie wyglądam?

- Ekhm... To mówi pani, że jest mężatką?

- A pan po koniaku ma ataki sklerozy? Przecież rozmawialiśmy o tym na początku.... Jak tylko się przysiadłam, a pan zaczął roztaczać swoje czary....

- Oj tam czary od razu... Lubię kontakt z człowiekiem...Lubię się czasem otworzyć, żeby nie zwariować od nadmiaru pomysłów. Lubię…

- Tetmajer z Wąchocka...

- Proszę?

- Nic, nic…Proszę kontynuować… To przejdźmy do konkretów. Co pan napisał, i gdzie można pana poczytać? Bo musi pan wiedzieć, że mój mąż Tadeusz jest wydawcą.

- Z tym akurat może być problem, bo moja pracownia niedawno spłonęła, a wraz z nią moja twórczość. Większość życia jestem prześladowany przez Zły Los.... Słyszała pani o pożarze na Grzybowskiej?


- Czyli... spłonęło wszystko, co pan napisał..... Wszyscy, wy "literaci" powtarzacie to samo.... Tomy spisane... i nieszczęsna iskra....


- Widocznie jakiś znak od Boga. Może po prostu świat boi się nas, bo odkrywamy jego tajemnice? Wie pani. My literaci i poeci grzebiemy w zakamarkach ludzkich dusz i czasem dogrzebujemy się strasznych rzeczy. Bardzo przepraszam, ale wolę o tym teraz nie mówić. Jak zamówi pani dla mnie jeszcze jedną lampkę, powiem pani coś, czego jeszcze nikomu nie mówiłem... Pani się teraz ze mnie śmieje, czy się do mnie uśmiecha?


- A mi się wydaje, że nic pan nie napisał.... że pan łazi po tych knajpach i za przeproszeniem .... robi z siebie demiurga, a jest pan jednym z setek bezrobotnych pochłaniaczy "TVP Kultura"....  Kelner! Podwójny dla pana, dla mnie pojedynczy i herbata!

- Źle mnie pani ocenia, ale nie mam pani za złe, bo jest pani jeszcze młoda, niedoświadczona i panie nie wie...

- Zamówiłam kolejną lampkę.... To proszę mnie oświecić, bo mam jeszcze tylko 20 minut, więc proszę, proszę... o czym nie wiem, Panie Literacie?

- Proszę się nachylić. Nie chcę mówić głośno, bo od tego może zależeć bezpieczeństwo Państwa. Jestem w trakcie budowy Wehikułu Czasu... Prace są prawie na ukończeniu. Tylko proszę o tym nikomu ani słowa…


- Przepraszam na chwilkę, telefon mi dzwoni… - tak Joasiu, 24.000.... nie, nie widzę inaczej. No to się kurwa Joasiu zepnij, bo takich jak jak ty księgowych mam w kolejce 15. Przepraszam pana, już się nachylam.

- Więc jak mówiłem, kończę ten Wekihuł, Wehikuł, to urządzenie znaczy. Mogę jeszcze koniaku? ...i razem z kuzynem z którym ten Wihekuł budujemy, chcemy się przenieść w przeszłość. Więc jak pani sobie życzy, mogę panią ze sobą zabrać.

- To miłe. Przepraszam na chwilkę, znowu telefon…


- Jasiu.... nie pierdol, że się nie da. Jak w Poznaniu? Miało być w Warszawie???? Jak nie umiesz podstawowych spraw ogarnąć, to ja ich za Ciebie nie ogarnę!!!
- O! Jest już pański koniak. Jak Pan ma właściwie na imię?

- Ja?

- No przecież swoje to ja znam…

- Piotruś. Dla znajomych. Dla obcych Pan Piotr. Zauważyłem że ma pani bardzo ładny telefon. Krajowy?

- Oczywiście że krajowy. Firmy Eldom

- Bardzo ładny. I wygląda jak zagraniczny.
Więc wracając do tematu, to  ja z kuzynem chcemy pojechać do Warszawy do roku 1967 na koncert Rolling Stonesów, bo kuzyn bardzo lubi Rolling Stonesów i ma sentyment do lat sześćdziesiątych.
Naprawdę bardzo ładny telefon. Polak jak chce to potrafi... Leci pani z nami?


- Rolling Stones'ów..... wie pan? Nie, nie chcę. Znaczy, nie lecę

- A na co chce pani polecieć? Może pani boi się latania? Mam aviomarin…

- Chwileczkę, telefon mi dzwoni…
- Tadziu, nigdzie nie jestem. W Arkadii jestem, Tak będę. Nie, nie wiem o której. No pa!
Może, nie wiem.... na koncert.... czegoś polskiego....

- Karin Stanek? Violetty Villas? Nie ma sprawy

- Na Foga to może i bym....

- Jak będę chciał, to zabiorę cię na występ Hanki Ordonówny. Mówisz masz... Mogę jeszcze koniaku?

- Proszę zabrać tę rękę z mojego kolana. Kelner! Koniak dla pana!


- Przepraszam, myślałem o swoim kolanie a złapałem pani...

- A może pan zabrać?

- W zasadzie mógłbym, ale jeszcze nie podjąłem decyzji...

- Przepraszam, znowu telefon  - nie Jeremi, nie podjadę po ciebie do szkoły, zadzwoń po Augusta. Ojca już chyba podwiózł, gdzie miał podwieźć. Nie zawracaj mi teraz dziecko dupy, zajęta jestem!!!!
A  niech to.... niech pan sobie potrzyma.... nic mi nie ubędzie...


- Jeremi? Mówiła pani Jeremi? To imię czy marka samochodu?

- Proszę pana, ja się będę musiała zbierać.... pan potrzebuje pieniędzy? Niech pan powie, żaden wstyd...


- Próbuje mnie pani obrażać, i zamknąć usta pieniędzmi. Pieniądze szczęścia nie dają.
Ale jak ma pani za dużo, to nie odmówię. Może na jakieś zwierzę wpłacę, albo sieroty? Lubi pani sieroty?


- A co tu jest do lubienia? Sierota to sierota… Dobra. W portfelu gotówki mam 2,500. Mogę panu dać. To co? Bo ja się muszę zbierać.... Naprawdę. I niech pan weźmie tę rękę..

- 2500 czego? 

- Złotych polskich, aaa.... i jeszcze sto dolarów mam. Niech się pan do mnie nie przytula!!!

- Kiedy ja teraz muszę sie przytulić... Muszę po prostu. W gruncie rzeczy jestem bardzo nieszczęśliwym człowiekiem. Pracownia mi spłonęła, łańcuch w rowerze mi spadł...

- Proszę pana ja rozumiem, ale ja się tylko przysiadłam. Herbatę wypić, mały koniaczek. Tu są pieniądze. I wizytówka Tadeusza. Z mailem. Jak pan coś pisze, pan podeśle. Ja muszę uciekać. I proszę nie płakać. Ludzie patrzą…

- Ludzie? A co mnie ludzie!!! Oni wszyscy mogą mnie proszę pani, w dupę pocałować!

- Ja rozumiem.... proszę mnie puścić!

- Kiedy ja panią nie trzymam!

- Trzyma mnie pan... A ja chcę już iść. Proszę mnie nie zmuszać, żebym poprosiła o pomoc obsługę.

- Obsługę? Szczuje mnie pani obsługą? Wie pani co oni mi mogą? Wiecie co mi możecie? Tak wy! Pani i pan też! Wiecie? Gówno wiecie!


- Kelner! Proszę wezwać obsługę! Proszę pana!!!! I proszę mnie nie szarpać za włosy!!!!!



swobodnie dialogowali:
Ola Rutkowska, jako Agata
Mariusz R, jako Piotr
opracowanie techniczne i graficzne: Mariusz R
Tomasz Knapik nie czytał tylko dlatego, że musiałby dzielić dubbing z Krystyną Czubówną, a jest mizoginem

Nie mamy pana płaszcza, i co pan nam zrobi?

Czyli o płaszczu, i o tym, że możemy pana majstra w d... pocałować...



Do tej pory starałem się nie angażować zbytnio w polityczne dyskusje na temat powszechnej demolki, jaką urządza PiS. Nie jestem ani politologiem i jasnowidzem, (no bez przesady, trochę jednak jestem, bo w maju miałem "widzenie" i nawet o tym pisałem: http://roqfort666.blogspot.co.uk/2015/05/bronek-i-inni.html),
 ale dziś nie wytrzymałem i postanowiłem zabrać głos, a w zasadzie tylko ostudzić emocje.
Drodzy Państwo. Po przestudiowaniu wypowiedzi paru znawców prawa, z przykrością stwierdzić muszę, że ze względu na nokautującą większość w parlamencie wspomaganą rezerwami w postaci  kretynów Kukiza i  odwody w postaci  „swojego” prezydenta RP, nie ma takiej siły, która mogłaby pozbawić władzy rządzących Pisiorów. Nie ma też w Polsce władzy, która mogłaby im w czymkolwiek przeszkodzić. Jeśli będą chcieli, wprowadzą przepis nakazujący witanie się za pomocą zwrotu "szczęść Boże", lub noszenia habitów przez kobiety, i nikt im w tym nie przeszkodzi. Nawet Helsińska Fundacja Praw Człowieka...
Z niezmąconym niczym uśmiechem na licach idą więc i iść będą jak czołgi,  masakrując wszystko, czego wcześniej „dotknął” znienawidzony Tusk. Polacy oniemieli z wrażenia, a Europa razem z nami. Intelektualiści i ludzie kultury przecierają oczy ze zdziwienia, sądząc, że to jakiś happening. Niektórzy sparaliżowani strachem włażą pod kamienie, inni rozmyślają nad emigracją. Gdy pytasz znajomych, czy głosowali na PiS, ci zdecydowanie zaprzeczają, jakbyś ich pytał, czy chorują na syfilis lub rzeżączkę.
A jednak prawie sześć milionów Polaków na tych kretynów zagłosowało...


Smutne jest także to, że kolejny rząd, który przejmie pałeczkę po wywiezionych  ciężarówkami do Tworek politykach PiS, zamiast zabierać się za bieżące sprawy Polski i Polaków, będzie musiał poświęcić sporo czasu na odbudowę wszystkiego, za co zabrał się kurdupel ze swoją paczką oszołomów...


Możecie sobie bulgotać, pluć, malować transparenty, organizować marsze i demonstracje, a i tak gówno zdziałacie, gdyż partia rządząca wybrana została w demokratycznych wyborach.


Jak kogoś jara nastrój rewolucji, może zaopatrzyć się w tak zwany opornik, z dumą wpiąć go w klapę i pokrzyczeć z innymi „opornikami”.


I to tyle, jeśli chodzi o przyjemność angażowania się w fejsbukowy i spontanicznie powstały ruch KOD (Komitet Obrony Demokracji). Efekty polityczne tego działania będą jednak zerowe. 


Kiedy poziom narodowego wkurwa osiągnie masę krytyczną, bardziej zdesperowana część narodu weźmie sprawiedliwość (czytaj: kostki bruku i cegły) w swoje ręce i ruszy pod gmach Sejmu.
Niestety natrafi na silny opór ze strony policji, a jeśli trzeba będzie to i wojska, które to organy powołane są między innymi to pilnowania porządku, a także ochrony demokratycznie wybranych władz. 


Co zatem robić w tak niekomfortowej sytuacji?
Cóż… Przede wszystkim „podziękować” tym, którzy z uśmiechem na ustach na PiS zagłosowali. To bardzo prości i serdeczni ludzie a do tego religijni.
Z pewnością wesprą nas psychicznie i opowiedzą o tym, jak Tusk kradł, i że teraz może być już tylko lepiej...


Potem pozostaje nam poddać hibernacji za pomocą dostępnych (jeszcze) na rynku używek i środków uśmierzających piekący ból poczucia krzywdy i analnie gwałconej wolności.



No i  czekać do roku 2019  na następne wybory lub liczyć na cud, który ześle jakąś plagę na PiS, i skróci naszą męczarnię…


Do tego czasu, niechaj Bóg ma nas w opiece…


Polski krzyżowiec na fejsie, czyli nie strasz nie strasz, bo się zes*asz...


Taki osobisty apel do nawiedzonych proroków w ciepłych kapciach z lidla - ludzie, nie przesadzajcie i nie straszcie naród islamem i imigrantami, którzy rzekomo mają zalać Polskę, żeby ją zgwałcić.
Nie siejcie paniki, i nie podgrzewajcie atmosfery zagrożenia. Polska to nie Francja ani Wielka Brytania.


Od dawien dawna jesteśmy krajem zacofanym, i to nie tylko ekonomicznie.
Śmiało, można uznać nas i naszych wschodnich sąsiadów za buraków Europy. Ostatni wynik wyborów pokazuje, że parcie w kierunku ciemnoty zyskuje na sile, a to bardzo zły znak dla ewentualnych islamistów.


Paradoksalnie, nasze zacofanie staje się teraz naszym atutem.
Większość imigrantów ma mgliste pojęcie, czym jest Polska, i czego można się po Polakach spodziewać. Docierają do nas jednostki najsłabsze i intelektualnie upośledzone, nieznające ani geografii, ani historii. Śmiem twierdzić, że trafiają do nas przez pomyłkę.


A skoro tak, to małe są szanse, że osoby nieznające zasady działania kompasu ani toalety, będą w stanie w naszym specyficznym kraju prawidłowo wypełnić PIT lub kupić bilet na pociąg, a co dopiero zajmować się organizowaniem zamachów, lub wprowadzaniem szariatu w Siemiatyczach czy Otwocku.


Sam nie jestem zwolennikiem „zasilania” Polski bandą analfabetów szukających wyłącznie zasiłków oraz lekkiego życia na nasz koszt w sytuacji, kiedy samym Polakom żyje się trudno  we własnym kraju.


Czytając dramatyczne posty wojujących piórem podekscytowanych fejsbukowiczów, wyczuwam obudzonego, skacowanego ducha Polskiego Krzyżowca. 


Z krzyżem i białym orłem na tarczy w jednej ręce, z mieczem w drugiej, i w skarpetach frotté oraz sandałami na nogach.


Ludzie, mam dla was złą wiadomość.
Dla terrorystów islamskich jesteśmy równie „atrakcyjnym” krajem jak Nepal czy Łotwa.
Dlatego nie spinajcie się tak, bo wam żyłka pęknie.
A jak już chcecie sobie pokrzyczeć, róbcie to z żoną lub kochanką w kuchni, lub sypialni, albo wybierzcie się do dentysty.
Więc nie martw się na zapas Bożenko. Szkoda nerwów...



Warszawa rok 2022, kolejna kadencja rządu Beaty Szydło...



Piotr nalał do kubka kawy zbożowej, podszedł do okna i zamyślił się.
W sumie był na siebie zły. Kolejny raz zaspał i wypadł z kolejki do znachora, a postępująca gangrena lewej stopy powodowała coraz bardziej uporczywe gorączki i bóle głowy.
Odruchowo, za pomocą zwiniętego w rulon „Głosu Ducha Smoleńskiego ” odpędził rój brzęczących, tłustych much gromadzących się przy jego gnijącej stopie, upijając przy tym łyk kawy.
Spojrzał przez okno na opustoszałą Warszawę, i poczuł irracjonalną tęsknotę za dawnym hałasem i ruchem samochodowym, który niegdyś go irytował.
Od kiedy wyemigrowała prawie cała Polska, po początkowej euforii spowodowanej spokojem i ciszą niegdyś gwarnych ulic, Piotr od pewnego czasu zaczął odczuwać samotność.
Z tego powodu kupił kiedyś psa, którego pokochał z wzajemnością, ale od czasu kiedy jakiś bezrobotny ukradł go, a potem zjadł, postanowił więcej się do nikogo nie przywiązywać.
Zapalił papierosa i raz jeszcze spojrzał na skąpaną w letnim słońcu wiosenną Warszawę.
- Czyli jednak staliśmy się zieloną wyspą – pomyślał smutno, a następnie spojrzał na zegarek. Dochodziła dziesiąta trzydzieści. 
Za pół godziny, odbywało się obowiązkowe zebranie osiedlowego Kółka Różańcowego, a wieczorem czekało go jeszcze nocne czuwanie przy pomniku Ofiar Zbrodni Smoleńskiej.
Na wszelki wypadek, kuśtykając, podszedł do szafy, żeby sprawdzić, czy jest w niej jeszcze zapas pochodni. Na szczęście były...


http://kulturawplot.pl/wp-content/uploads/2015/04/apokalipsa-20.jpg

Pocieszanka dla starzejących się facetów....

Czyli pięćdziesiątka nie taka straszna...



Nastał dzień Wszystkich Świętych. Czas, w którym częściej niż zazwyczaj myślimy o tym, że każdy dzień przybliża nas do momentu, gdy to my będziemy tymi, których się w tym dniu odwiedza. Myślimy o tym szczególnie wtedy, gdy spacerując po cmentarzu, napotykamy na groby dawnych znajomych z podwórka, szkoły czy z pracy, którzy poprzez sam fakt leżenia w takim miejscu jakby szarpali nas za rękaw i szeptali – do zobaczenia...


Pomijając Święto Zmarłych, myśl o niechybnym pożegnaniu się z wszystkim, co lubimy i kochamy, pojawia się od czasu w dniu codziennym. Zwłaszcza kiedy dawno temu skończyliśmy czterdziestkę, i przeglądając stary album ze zdjęciami, potem w lustro, nie możemy się nadziwić, jak dwadzieścia, trzydzieści lat życia, które upłynęły tak szybko, potrafią zdeformować zarówno wygląd, jak i zryć beret. Słodycz życia zastąpiła gorycz.


Do tego dochodzi skleroza. Na razie niegroźna. Wydzieramy się na swoje dziecko, że słucha debilnej dla naszego ucha muzyki Lady Gagi czy Eminema, a także dlatego, że słucha jej za głośno, zapominając o tym, jak własny ojciec czy matka wychowani na Połomskim i Sośnickiej opierdzielali nas słuchających Zeppelinów, czy Pink Floyd, z potencjometrem głośności ustawionym na maksymalną, możliwą głośność.
Oprócz sklerozy stajemy się mniej tolerancyjni dla wszystkiego co jest człowiekiem i jest młodsze od nas.
Przekonałem się, że starość nadchodzi wtedy, gdy coraz częściej powtarzamy wyrażenie – za moich czasów wszystko było lepsze, mądrzejsze, piękniejsze. Nie twierdzę, że nie było, ale coraz częściej w kontekście porównywania międzypokoleniowych dokonań, słowo „lepsze” zastępuję słowem „inne”. I coraz częściej uważam, że to najwłaściwsze słowo.
Owszem, pokolenie z moich czasów i poprzednie dokonało wielu zajebistych rzeczy, których wartości umniejszyć się nie da, ale współczesność ma nie mniejszy wkład,  przede wszystkim w naukę.
Dopóki sobie tego nie uświadomimy, będziemy zrzędzić i tetryczeć.
Nie widzę już sensu wrzucania na fejsa zdjęcia trzepaka i bawiących się na nim uśmiechniętych, umorusanych „dzieci PRL-u” w poliestrowych rajtuzach i koszulkach z pedetu, z dopiskiem – „Bez Internetu, komórek i tabletów, ale szczęśliwi”, bo wiem, że gdybyśmy wówczas mieli zarówno Internet, jak i komórki czy tablety, zamiast wspólnie bawić się na trzepaku, tak samo, jak współcześni milusińscy siedzielibyśmy po kątach i zasysali muzę, filmy, oraz wrzucali kretyńskie filmiki z kotami na fora. A trzepak pozostałby jedynie przyrządem do trzepania dywanów i chodników, i niczym ponadto.
Taka prawda…


Od kiedy zacząłem uświadamiać sobie psychologiczne przyczyny procesu tetryczenia, zauważyłem że proces ten można spowolnić a nawet wyeliminować.
O ile nastawienie do życia możemy zmienić lub poprawić, to pojawiające się z wiekiem zmiany fizyczne już raczej nie bardzo.
Zakładam że moi czytelnicy to ludzie tak zwani normalni, dlatego nie będę się rozpisywał na temat przeszczepów włosów, odsysania tłuszczu, oraz chirurgii plastycznej.

W odróżnieniu od kobiet, dla nas przekroczenie czterdziestki nie jest czymś strasznym.
Ot, kolejny rok w kalendarzu.  O zmianach jakie w nas zachodzą dowiadujemy się zazwyczaj przed lustrem, albo u fryzjera, który możliwie najdelikatniej sugeruje nam, że w związku z tym, że  - „pańskie włosy są jakby nieśmiałe i mają tendencję do chowania się pod czaszką,  odradza nam zapuszczanie fryzu w stylu długowłosego Johnny Depp’a, proponując w zamian niezwykle praktyczne ogolenie pały a la Vin Diesel.
Prócz nieśmiałych i chowających się włosów na głowie, zaczyna się tycie spowodowane irracjonalnym, panicznym strachem przed spoceniem. 
Z powodu awersji do potu, coraz więcej czasu spędzamy z pilotem od telewizora zamiast rakietą tenisową, czy bezsensownym bieganiem za piłką. W konsekwencji szybko dorabiamy się coraz bardziej imponujących powłok brzusznych. Życie seksualne ulega zubożeniu i sprowadza się do oglądania filmików pornograficznych, lub od czasu do czasu, klepnięcia żonę w dupę w trakcie, kiedy gotuje bigos...


 Nie powiało optymizmem, i mam tego świadomość.
Ale co jeśli udało nam się cudem przetrwać czterdziestkę, i wchodzimy w pięćdziesiątkę?
Ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, że nie ma się czego bać.
Tak naprawdę, czterdziestka od pięćdziesiątki niewiele się różni. Pod warunkiem, że nie będziemy oglądać głupawych ulotek towarzystw ubezpieczeniowych typu „Pogodna Jesień” i tym podobnych,
 na których pokazywani są uśmiechnięci starsi, obowiązkowo siwi panowie w pulowerkach z małymi pieskami w parku, lub uśmiechniętymi, także siwymi żonami. 


Nie wiem dlaczego emeryci na tych zdjęciach kojarzeni się wyłącznie z parkami. Na szczęście, do emerytury mamy jeszcze trochę czasu, i zamiast do parku pełnego psich odchodów oraz pryszcztych onanistów, lepiej wybrać się na koncert AC/DC lub do knajpy.
Nie ma takiego przepisu, który zabraniałby nam noszenia bandany, trampek i skórzanych kurtek zamiast poliestrowych polo z szerokimi, za to przykrótkimi spodniami, których pas kończy się na wysokości sutków, jak sugeruje większość reklam funduszy emerytalnych.


Jeśli chodzi o zmiany w wyglądzie, to co zaszło w trakcie czterdziestki, niewiele zmienia się po pięćdziesiątce. Z tą różnicą, że zaczynamy wchodzić w fazę „krzaczenia”.
Natura w swojej łaskawości, po zabraniu nam włosów z głowy, w ramach rekompensaty przemieszcza je w inne, niekoniecznie pożądane miejsca.
Nagle ze zdziwieniem odkrywamy, że brwi stają się jakby gęstsze, bardziej krzaczaste, a z uszu i nosa wystają nam włosy. What the fuck?


Człowiek zaczyna czuć się jak ET, i jeśli nic z tym włosami nie zrobi, proces krzaczenia będzie się pogłębiać, a nasza twarz przypominać będzie gigantyczny owoc agrestu. Dlatego trzeba zacisnąć zęby, zainwestować w dobrą pęsetę, i zająć się rozkrzaczaniem.
Z czasem przyzwyczajamy się do bólu, a potem zaczynamy nawet czerpać z niego przyjemność.

Pięćdziesiątka to taki wiek, że w łazience spędzamy dużo więcej czasu niż wtedy, kiedy mieliśmy lat trzydzieści. Ta dziwna dbałość o siebie powoduje, że od czasu do czasu czuć w powietrzu powiew gejozy. Trzeba się z tym pogodzić, i coraz częściej z pokorą zaglądać do drogerii w poszukiwaniu odpowiednich dla siebie kremów nawilżających. To strasznie krępujące, przynajmniej dla mnie. Bogu dziękuję, że nie mam jeszcze zmarszczek, bo bym się pochlastał.
Jeśli chodzi o życie erotyczne, w zasadzie nie ma się czego obawiać. Z czasem odkryłem, że skoki libido nie zależą tak bardzo od wieku, a bardziej od partnerki.
Zapuszczony pasztet ze sklejonym kołtunem na głowie, nieogolonymi nogami, oraz piersiami typu „para przeciągających się jamników” potrafi nie tylko zarazić do seksu w ogóle, ale także uleczyć przedwczesne wytryski u dwudziestolatka szybciej i skuteczniej, niż droga, renomowana klinika z Zurychu, zaś słabszych psychicznie wpędzić w homoseksualizm..

Oprócz dziwnych włosów wyrastających w jeszcze dziwniejszych miejscach, w pakiecie otrzymujemy także przyjemniejsze rzeczy.
Przeciętny facet po pięćdziesiątce, teoretycznie ma już za sobą budowę domu, posadził już drzewo i spłodził syna. Wiem, wiem, polskie zarobki itd. Tylko teoretyzuję.
 Najprawdopodobniej jest też już po rozwodzie lub dwóch, a jeśli do tego jest finansowo nieźle ustawiony, resztę życia może spędzać na utylizacji czasu w sposób możliwie bezsensowny, perwersyjny, niemoralny, a przede wszystkim niehigieniczny. Zapuśćcie brodę, walnijcie sobie dziary, zróbcie sobie piercing na mosznie albo na języku, i takie tam. 



Wszystko co nie jest zabronione jest dozwolone. Jeszcze nie jest za późno, żeby kupić sobie wymarzoną w młodości gitarę Gibsona, i od czasu do czasu powymiatać na niej ukochane riffy.


Osobiście uważam też  rzucanie palenia w tym wieku za równie irracjonalne, jak podawanie pacjentom zdrowej żywności w hospicjach, więc nie żałujcie sobie przyjemności.
Podobno faceci po czterdziestce stają się seksoholikami ze skłonnością do zdrad, ale nie wiem czy mam to traktować jako plus czy minus, więc sami sobie odpowiedzcie.


Będąc jeszcze w okresie pełni władz umysłowych, a przed ewentualnym Alzheimerem, mamy do dyspozycji dar w postaci doświadczenia życiowego. Oprócz tego, z wiekiem wystudza nam się krew. Te dwa czynniki doskonale sprawdzają się na przykład w sytuacji zakupów, choć ten drugi czyni z nas cwanych, cynicznych samców, bardziej ceniących sobie rozpustę od rodzinnych herbatek i oglądania  przygód "Ojca Mateusza".
W odróżnieniu od młodszego pokolenia, hałaśliwe i namolne promocje nie robią na nas wrażenia. Z powodu częściowo wykastrowanych emocji, przy zakupach kierujemy się głównie rozumem, praktycznością i rozsądkiem.
Kiedy zmuszeni zostajemy do zakupu nowego telefonu, sklepowi doradcy z entuzjazmem w oczach będą nam wciskali najnowsze Samsungi. Kiedy zapytać ich dlaczego akurat Samsungi, skoro w sklepie mają wiele więcej marek, po chwili zakłopotania odpowiedzą, - no bo wszyscy kupują Samsungi.
Kiedy zapytam, a dlaczego nie na przykład Lumie?
- Bo Samsung ma więcej apek.
- Aha…
W rezultacie kupiłem jednak Lumię, bo stwierdziłem, że bez apek mogę żyć.

Kończąc moją wiwisekcję chciałbym uspokoić tych, którzy na kolejną świeczkę w torcie reagują paniką i wpędzają się w niepotrzebne stresy.
Nie żryjcie jak świnie, ruszajcie się zamiast przyrastać do fotela, w sypialni wykorzystujcie kilkudziesięcioletnie doświadczenie i bądźcie demonami seksu. Niech wasza partnerka lewituje z rozkoszy pod sufitem i niech błaga o jeszcze...
Jak ognia unikajcie pulowerków i sweterków w romby. Bluza z kapturem będzie lepszym wyborem. Wygodniejsza, ma kieszenie i nie trąci śmiercią.
Dbajcie o siebie, ale bez pedalskiej przesady. 


Nie róbcie z siebie idioty próbując udowodnić że czujecie się nadal jakbyście mieli dwadzieścia lat, i nie bierzcie udziału we wszelkich maratonach, bo prędzej czy później, w trakcie któregoś, zamiast transparentu z napisem "Meta" spotkacie Stwórcę, a na to macie jeszcze czas.


Omijajcie solaria bo to trąci pedalstwem, i z godnością wchodźcie w kolejną dekadę. Przyprószeni siwizną, bardziej cierpliwi, mądrzejsi, i z troszkę większym brzuchem.W trakcie gubienia brzucha nie popadajcie w przesadę, i róbcie z siebie hemoroida z oczami.


Po prostu rajcujcie się tym co dał nam Stwórca, zamiast tkwić mentalnie w czasach, "kiedy śnieg był bielszy, a trawa bardziej zielona". Żyjąc głównie przeszłością, zapominamy o teraźniejszości oraz przyszłości, i więdniemy szybciej niż bukiet róż z wyprzedaży w Tesco...


Nie warto rozpaczać nad upływającym czasem, i onanizować się tym co było, bo do droga do dupy.
Czas można oczywiście zatrzymać, ale uważam, że lepiej jest obejrzeć „ten film” do końca, niż wychodzić z niego w trakcie seansu.


Być może najlepsze jego sceny pojawią się dopiero pod  jego koniec, a wy tego już niestety nie zobaczycie. Gwarancji nie ma, ale życie lubi płatać figle. Te przyjemne też...
Miłego dojrzewania... :)



Strasznie dobrzy ludzie...

Czyli o tym, jak dobro rozciąga swetry...



Oglądając niedawno jakiś film o ekologii i dyskusję po nim, zacząłem się zastanawiać, dlaczego ludzie dobrej woli wyglądają jakoś tak dziwnie i nieświeżo.
Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy to ta, że w przeważającej większości dobry człowiek jest kobietą. Wywnioskowałem, że faceci ze swym prostackim myśleniem o jędrnych cyckach i browarze, nie bardzo nadają się do zbawiania świata, bo to nieczułe zwykłe świnie są…
Wygląda na to, że kobiety cechuje dużo większa empatia i troska o innych, a u kobiet nieatrakcyjnych, empatia i troska osiąga imponujące rozmiary i znajduje ujście w zbawianiu świata.

Nieudane związki (mąż rzucił mnie dla jakiejś dziwki, i żeby nie zachlać się z żalu, znalazłam szczęście w dokarmianiu gołębi), niska samoocena własnego wyglądu,  i związane z tym niezwykle ubogie życie seksualne powodują, że wszelkie uczucia wyższego rzędu kierowane są w stronę delfinów, fok, tolerancji dla dziwolągów różnej maści, amazońskich lasów, imigrantów z Syrii, koni, rzadkich roślin, schronisk dla zwierząt, recyklingu,  i innych spraw wymagających szczególnej troski. To chyba coś w rodzaju zaworu bezpieczeństwa.

I

 Coraz silniejsze zaangażowanie w losy świata, fauny i flory, zanik popędu seksualnego oraz pogodzenie się ze swoim losem sprawiają, że pojawiają się u tych osób symptomy w postaci silnego łojotoku, pryszczy i oklapłych piersi. Kobiety szczególnie uzależnione od chęci niesienia pomocy przestają golić nogi i noszą fatalnie dobrane oprawki okularów, przeważnie model "Wczesna Zapendowska"...


Są też odstępstwa od reguły w postaci celebrytów. Zwłaszcza tych, których sława zaczyna blednąć. A kiedy zblednie jeszcze bardziej, wtedy dobrze jest mieć w swoim życiorysie wpis „stworzył/a fundację na rzecz walki z czymś tam”. Dodaje to splendoru i zmniejsza współczynnik pustactwa.


Zauważyłem też, że osoby pałające ogromną miłością do zwierząt, dla równowagi pałają jednocześnie nienawiścią do ludzi, i gdyby miały taką władzę, wycięłyby w pień ludzką ród, a w to miejsce wybudowałyby schroniska dla psów i kotów.
Kocham zwierzątka, nie tylko te zagrożone wyginięciem, ale sorry, nie mogę patrzeć ani słuchać tego pierdzenia wypowiadanego przez panie w porozciąganych swetrach, których swoisty zapach aż bije z ekranu telewizora.

Mam wrażenie, że tak naprawdę, pod fasadą dobroczynności, aktywistki skrywają tzw. syndrom niedopchnięcia, i że  tak naprawdę to jednak chłopa im trzeba.
Bo kobieta zaspokojona, mniej awanturująca się jest.
Tylko przechodziłem…


Moje skromne pięć groszy w sprawie, czyli vox populi, vox Dei...


Jesteśmy europejską prowincją, i to jest fakt.  Nosimy skarpety do sandałów, plastykowe torby z biedry, i takie tam. W naszej rzeczywistości ludność kolorowa występowała, i nadal występuje równie często, jak stada lemurów w Parku Skaryszewskim, czy kameleony w Borach Tucholskich. Na szczęście mamy telewizję i gazety. Wiemy, na co stać muzułmanów. Nie ma dnia, żeby gdzieś na świecie ktoś w imię Allacha nie wysadził siebie i nie zabrał ze sobą kilkunastu, kilkudziesięciu, lub kilkuset bogu ducha winnych przechodniów do bozi. Wmawia się nam, że jesteśmy rasistami, bo nie chcemy u siebie Arabów. Przecież, gdyby nie było zamachów w USA czy Europie, telewizyjnych show z obcinaniem głów, nie sądzę, żeby Polacy tak bardzo byliby sceptyczni, przeciwko napływowi imigrantów tak, jak dzieje się to teraz. Polacy od wieków słynęli z gościnności. Gdyby o pomoc poprosili nas Szwedzi, czy Hiszpanie, nie sądzę, żeby był z tym problem.  Żydzi, którzy są raczej trudni do pokochania, w Polsce znaleźli schronienie i stali się częścią naszego społeczeństwa. Ale kiedy do naszych drzwi puka rodzina Charlesa Mansona chcąc z nami zamieszkać, nietrudno zrozumieć niechęć do otwierania dla nich drzwi. 



Trzeba pamiętać też, że dziś wpuścimy ich dziesięć tysięcy, a za parę lat namnoży się ich kilkakrotnie więcej. To bardzo płodna nacja. Tak wiem, Islam jest religią pokojową, tylko jak dotąd, życie oraz codzienne relacje medialne pokazują coś zgoła innego. Ślepi ani głusi nie jesteśmy. Deklaracje deklaracjami, ale z faktami trudno polemizować, a fakty są straszne. Więc nie mówcie, że myślimy stereotypami, i pozwólcie, że sami zdecydujemy, kto będzie naszym sąsiadem czy współlokatorem. To my będziemy musieli zbierać żniwo durnych decyzji, a nie pani Kopacz, czy inni politycy.
Dlatego mamy pełne prawo do tego, żeby się bać, mieć wątpliwości, i decydować, czy taki układ będzie nam odpowiadał.
Bo to NASZ dom. Twój, mój, i twój też mała dziewczynko...



"Zgnilizna" oficjalnie już w sprzedaży...

  Cóż więcej mogę dodać? Może to, że jest dostępna w każdej księgarni, a także to, że mój wydawca zatroszczył się także o wydanie jej w form...

Najchętniej czytane